Osobisty blog Adama Wieczorka - jednego z twórców RPG Bakemono.
wtorek, 26 kwietnia 2005
Praca, praca, praca

Jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że w ostatnich latach zamieniłem hobby w pracę. Niby jest to naturalny kierunek rozwoju, ale cały czas mam wrażenienie niedosytu. Paskudne, nieokreślone bliżej uczucie, że gdzieś po drodze coś zgubiłem. Zastanawiałem się nad tym wczoraj wieczorem, gdy z uporem maniaka, próbowałem przebrnąć przez Secrets of Japan. W głowie wiła mi się myśl, że mam jeszcze do przeczytania (częściowo już rozgrzebane) dwa inne podręczniki do Cthulhu i podręcznik do Star Gate. Wszystkie obiecałem zrecenzować do końca kwietnia. Wiem, że dam radę, ale jakim kosztem.

Jestem człowiekiem, który pracą się brzydzi. Wykonuje ją najlepiej jak umie, ale się brzydzi. W końcu to bardzo nieludzkie zachowanie. Stąd zamiana hobby na pracę powoduje, że zaczynam odczuwać obrzydzenie do tego pierwszego. W efekcie zniknęła gdzieś radość z otrzymania nowego podręcznika do gry, nowej przygody, czy magazynu. To chyba syndrom wypalenia. Niedobrze, bo przede mną dużo pracy (tfu, tfu) związanej z grami.

Szykuję się powoli na Conquest. Założyłem się z Yubim, że będę się starał, dla odmiany, być miłym dla ludzi, nie wygłaszać rasistowskich i antyspołecznych haseł. Bardzo się staram, ale na razie słabo mi wychodzi - nabyte, gdzieś po drodze chamstwo (bo nie mogę powiedzieć, że wrodzone) wyłazi ze mnie bokami i kąsa wszystkich dookoła. A co to ma wspólnego z Conquestem? Wbrew pozorom całkiem sporo, bowiem po raz kolejny dostaję piany na ustach, gdy pomyślę o załatwianiu czegoś z "fandomitami" (połączenie sodomity z fandomem) krakowskimi. Delikatnie mówiąc jest to kółko wzajemnej adoracji, gdzie rączka, rączkę myję i ma się w dupie wszystkich spoza kręgu.

Chyba najbardziej wkurzyło mnie hasło Puszona, że na naszych prelekcjach zawsze to samo, że nic z tego nie wychodzi i tym podobne, za przeproszeniem, pierdoły. Szkoda, że wspomniany kolega fandomita, nie był obecny na żadnej z naszych prelekcji, a rok temu zwyczajnie nas olał w trakcie przygotowań Conquestu. Tym razem również tylko jakimś zrządzeniem opaczności boskiej prelekcja o Bakemono się odbędzie. O tym, żeby zaprosić mnie jako mistrza gry też nikt z rzeczonych fandomitów nie pomyślał. Chętnie bym nie szedł na Conquest. Szczerze i naprawdę jest to dla mnie straszna nerwówka i strata czasu. Ale muszę. Po pierwsze dlatego, że mam preleckje związane z magazynem Gozoku, po drugie dlatego, że na przekór wszystkim fandomitom chcę promować naszą grę.

Ostatnio od kilku wydawców słyszałem podobne i wiele mówiące opinie. Liczenie na konwenty w Krakowie i fandomitów krakowskich jest bez sensu. Należy się pojawić, zrobić swoje, uśmiechać się do zdjęć i spadać robić dla ludzi, którym będzie się podobać i którzy będą chcieli dane produkty kupić. Krakówek jest wyjątkowo marnym rynkiem zbytu i grupą docelową.

Wracając jeszcze do samych konwentów. Nie wiem, jak to jest, że praktycznie każdy konwnet w Polsce (poza Krakowskimi) zaprasza nas (ekipę Bakemono) na swoje konwenty. Ich przedstawiciele rozmawiają z nami, pytają jak idą prace, kiedy gra będzie wydana itp. Tworzy to od razu miłą atmosferę i natychmiast ma się ochotę tam pojechać, choćby był to drugi koniec kraju. Dzięki temu mogę już dziś powiedzieć, że będę chciał zrobić oficjalną premierę gry na Falkonie w Lublinie. Nie dlatego, że to wielki konwent, nie dlatego, że akurat najbliżej daty wydania, ale dlatego, że są tam świetni ludzie.

Smutny ten wpis. Może to przez pogodę za oknem (nienawidzę wiosny), może przez kolejny atak migreny (tak wiem, że migrenę to ma królowa...) czy ogólną nielusą nurchlę ;) Kiedyś miałem dość fandomu w Częstochowie, ale przekonałem się, że są to aniołki w porównaniu z Krakówkiem. Dość biadolenia, wracam do pracy.

11:34, bakemono
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 kwietnia 2005
Po Czekonie

Wróciłem właśnie z Czekonu. To była fajna impreza, ale ilość ludzi była zatrważająco mała. Przypuszczam, że dodatkowym błędem było rozbicie imprezy na dwa obiekty przez co wrażenie pustki tylko się pogłębiało.

Na naszej prelekcji zaprezentowaliśmy ponad 30 grafik wzbudzając zainteresowanie nielicznie zgromadzonej publiczności. W czasie, gdy ja walczyłem z games roomem Łukasz zdobywał nam nowego patrona. Na dzień dzisiejszy mamy już następujących patronów - w kolejności przybywania: Nowa Gildia, Gozoku, Inny Świat, Duże Ka, Science-Fiction. Trwają rozmowy i negocjacje z jeszcze trzema potencjalnymi patronami i na tym mamy nadzieję wszystko zamknąć.

Udało nam się przetrzeć szlaki przed Ignacym Trzewiczkiem z Portala. W krótkiej rozmowie na Czekonie stwierdziłem, że byliśmy pierwsi z blogiem dotyczącym gry. Przyjmując jego argument, że jeszcze nie jesteśmy wydawnictwem cieszymy się, że udało nam się przetrzeć szlak ;)

Z innej bajki. Wesoło jest spojrzeć na Łukasz i Jarka, jak potrafią się bawić na konwentach. Ja na szczęście na taką zabawę nie mam ani zdrowia, ani pieniędzy. Podobno i tym razem chłopaki pokazali klasę, a na spotkanie o Bakemono przyszli, o dziwo, przytomni. Łukasz pięknie opowiadał o historii świata, a Jarek dokładnie objaśniał ilustracje do gry.

Jutro siadamy do dalszej pracy, choć przewiduję, że obaj moi wspaniali koledzy będą nieprzytomni i chorowici. Kolejne pomysły na grafiki czekają na wysłanie.

W zeszłym tygodniu pisałem, że może nam się nie udać wystąpić na Conqueście. Myliłem się! Uda nam się. A dokładniej mnie. W piątek o 20.00 zapraszam na "Wieczorek z Bakemono". Dla niezorientowanych - tak cudownie dowcipny tytuł wymyślili organizatorzy - Cha, cha, cha! Zapraszam wtedy w piątek, będzie ciekawie.

21:24, bakemono
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 kwietnia 2005
Wracamy do pracy... niemożliwe

A jednak. Zabralimy się ostro do pracy, bo któryś z nas potknął się o kalendarz i zauważył, że dwa miesiące temu mieliśmy wysłać materiały do testerów. Jarek opracowuje właśnie organizacje terrorystyczne, Łukasz radośnie chodzi po urzędach - przypomnijmy, że miał być już we wrześniu. Ja opracowuję różne dziwne japońskie wynalazki i poszerzam listę zagrań typowych dla gier grozy do działu mistrza gry.

Łukasz radośnie i pełen entuzjazmu pracuje nad listą dostępnych broni. W chwili, w której do tabelki wepchnął średnicę lufy i długość przeciętnego wyciora powiedzieliśmy, żeby trochę przystopował. Ja się tymczasem głowię jak przełożyć obrażenia poszczególnych typów amunicji na mechanikę. W sumie zasada jest dość prosta. Dostaniesz czymś większym niż .22 to zbiorą Cię do szpitala, a jak nie to umrzesz. Przy .22 to jeszcze jest szansa, że ktoś Cię połata bez pomocy w szpitalu. W końcu w grze ma być wysoka śmiertelność, to nie jest heroic fantasy.

Justyna dostaje kolejne listy grafik, które znajdą się w podręczniku. Moim osobistym faworytem będzie dwustronicowa panorama Tokio ze Sky City. Powiem, że już dla tej ilustracji będzie warto kupić podręcznik :) Postaramy się też, żeby do jednego z nadchodzących numerów Gozoku dołączyć elegancki plakat z jednym z rysunków z gry.

Tymczasem grupa Bakemono przygotowuje się do szturmu na najbliższe konwenty. Na 100% cała nasza trójca pojawi się na Czekonie-Kokonie w Częstochowie. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, zaprezentujemy wam elegancko opracowane grafiki, niektóre w formacie A3. W planach mamy też Conquest, ale co z tego wyjdzie będzie wiadomo dopiero w poniedziałek. Ogólnie dogadywanie się z organizatorami konwentów w Krakowie to koszmar.

14:24, bakemono
Link Komentarze (1) »
niedziela, 10 kwietnia 2005
Bum tralala chlapie fala

Orbitowski wrócił z głową nabitą pomysłami, niestety nie do Bakemono. Niemniej prace ruszyły z kopyta i zaraz zaryły rzeczonymi w miejscu pod tytułem "A w co jest uzbrojony Japoński gliniarz".

Dostaliśmy wreszcie oręż do walki z bandą domorosłych japonistów, którzy całą swą wiedzą o tym kraju ograniczyli do przeczytania 666 razy Legendy Pięciu Kręgów. Tym orężem jest podręcznik Secrets of Japan do Cthulhu. Co prawda tylko w malutkiej części pokrywa się z tym co chcemy osiągnąć w Bakemono, ale przynajmniej wiemy, że mieliśmy rację co do nazy i etymologii słowa Bakemono. To znaczy Dorota miała rację! Od teraz jeżeli jakiś DJ (domorosły japonista) będzie na konwentach walił smuty dostanie po łbie podręcznikiem Secrets of Japan. To jest 360 stron, niedługo w twardej oprawie, bo dałem do introligatora.

Zaopatrzyłem się w kilka nowych książek i rozpocząłem wnikliwe badania horrorów - nie tylko Japońskich. Zbiór motywów i sposobów straszenia graczy rozrasta się z każdym dniem. Rozdział dla mistrza gry będzie naprawdę bardzo fajny.

Poza tym współpraca z Gozoku układa się bardzo dobrze. W trzecim numerze znajdziecie nową garść materiałów. Mamy też stado nowych grafik - w większości naprawdę świetnych.

W ramach akcji poznaj o czym piszesz, obejrzałem dwa filmy o Sky City. Choć nasz projekt czerpie z nich pełnymi garściami jest jednak zupełnie inny. Poprosiłem też o pomoc znajomego architekta, który obiecał wspomóc nas planami i mapami! Inki, jeśli to czytasz, wielkie dzięki!

14:13, bakemono
Link Dodaj komentarz »