Osobisty blog Adama Wieczorka - jednego z twórców RPG Bakemono.
wtorek, 19 czerwca 2007
Najstarszy kot świata

Dziś o kocie, ale o wyjątkowym. Dokładnie 29 lat temu pojawił się pierwszy strip komiksowy z Garfieldem - pomarańczowym, wrednym kocurem stworzonym przez Jima Daviesa. Od tego czasu nieprzerwanie przez 29 lat codziennie pojawiał się na łamach prasy. Błyskawicznie zdobył popularność i obecnie ciężko jest znaleźć kogoś kto o Garfieldzie nie słyszał.

Choć wiele osób nie rozumie tego typu humoru (ponuraki wredne) to dla mnie jest to mistrzostwo świata. Oczywiście są lepsze i gorsze odcinki, ale zawsze znajdzie się coś co powali na kolana. Do moich ulubionych należy seria z roletą i Garfield przy kominku.

Zapomniałbym o tej doniosłej rocznicy, gdyby nie Python, który postanowił zrobić o tym reportaż do Radia Kraków i poprosił mnie o głos "eksperta". Nagraliśmy całkiem fajny kawałek materiału, a ja przez pół dnia oglądałem Garfieldy. Brzuch mnie boli od śmiechu.

Wszystkiego najlepszego kocurze! Dużej porcji lazanii i innych dóbr.

20:28, bakemono , Koty
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 czerwca 2007
Houellebecq o Lovecrafcie

Michel Houellebecq, przez wielu uważany za wykładnię dla współczesnych wykształciuchów, napisał książkę o Howardzie Philipsie Lovecrafcie. W zasadzie nazwanie tego dziełka książką to gruba przesada, bo jest to zaledwie liczący sobie 100 stron esej. Opatrzono go nudnawym i przegadanym wstępem Stephena Kinga, jednak patrząc z perspektywy całej lektury to właśnie ten wstęp jest jej najlepszą częścią.

Autor w swym eseju próbuje projekcji swych własnych lęków i uprzedzeń do świata na postać bogu ducha winnego Lovecrafta. Przypisując mu swe cechy i na siłę szukając duchowego podobieństwa czyni samotnikowi z Providence wielką krzywdę. Z dżentlemana, wychowanego przez niezwykłą rodzinę, zmienia się tu w walczącego ze światem niedostosowanego potwora. O ile w kwestii niedostosowania można się z autorem zgodzić, o tyle opowieść o Lovecrafcie jako przeciwniku swych czasów jest nie tylko naciągana, ale i kłamliwa.

Z rasizmu, którym H. P. L. epatował na wszystkie strony uczyniono tu argument koronny, mający świadczyć o jego nienawiści do świata. Skąd zatem, zapytuję, dążenie pisarza do odwiedzenia Europy, skąd próba wbicia się w żywioł Nowego Jorku? Mam wrażenie, że Houellebecq napisał książkę o sobie przy kompletnym braku zrozumienia samotnika z Providence. Wynika to zapewne z faktu, że bazował tylko na francuskich przekładach jego prozy omijając szerokim łukiem doskonałą serię Lovecraft Annotated S. T. Joshiego. Nie wspominając już o licznych biografiach, czy listach nie wydanych w języku Moliera.

W efekcie otrzymaliśmy płytkie trzęsawisko mglistych przypuszczeń, którego sensu upatrywać możemy jedynie w młodzieńczych fascynacjach Houellebecqa. Jeżeli tak ma wyglądać obraz Lovecrafta w oczach współczesnej inteligencji to może lepiej niech popadnie on w zapomnienie.