Osobisty blog Adama Wieczorka - jednego z twórców RPG Bakemono.
poniedziałek, 30 lipca 2007
Taka tam puszcza, phi

Wczoraj nastąpiła druga wyprawa samochodowo-rowerowa do Puszczy Niepołomickiej. Ponieważ Yubiowóz odmówił współpracy wybraliśmy się Wolviowozem, na którego dachu zamontowaliśmy cztery trzymadła na rowery. Przy okazji montowania ww. zorientowaliśmy się, że Kasia i Dorota mają nikłą wiarę w nasze możliwości, bo gdy tylko zaczęliśmy umieszczać rowery na dachu uciekły za garaże. Niezrażeni brakiem zrozumienia i poparcia ustawiliśmy konstrukcję na dachu i pojechaliśmy do Niepołomic.

Tym razem, nauczeni doświadczeniem, pojechaliśmy od razu pod leśniczówkę na Trakcie Królewskim i stamtąd dopiero w głąb puszczy. Tylko co to za puszcza, gdzie są asfaltowe alejki, do tego równiejsze niż większość polskich dróg. Puszcza... Trochę puszczasto to było dopiero gdzieś tam na brzegach, jak przez chwilę jechaliśmy leśną ścieżką. Co prawda Panie marudziły, że pokrzywy, jeżyny i komary, ale jakoś udało nam się przejechać ten "trudny" odcinek. Potem już tylko dróżki gruntowe i asfaltowe. Puszcza... jasne.

Po przejechaniu 17 kilometrów (Puszcza...) zapakowaliśmy rowery na samochód (tym razem żony nie miały gdzie uciekać) i pojechaliśmy coś zjeść. Padło na wspomniany w poprzednim wpisie Snack Flandria, gdzie objedliśmy się po uszy i znowu dostaliśmy belgijskie piwo, ha!

Tak zakończyła się wyprawa do Puszczy (taka tam puszcza). Po drodze były pyszne jeżyny, trochę komarów, mniej pyszne pokrzywy i żadnego żubra. Swoją drogą jak się woła na żubra? Taś, taś?

10:16, bakemono , U mnie
Link Komentarze (1) »
piątek, 27 lipca 2007
Flandryjska przygoda

Podobno frytki pochodzą z Flandrii. Postanowiliśmy sprawdzić tę tezę i wybraliśmy się do "Snack Flandria" na Starowiślnej (tuż obok mostu). To typowy bar z tradycyjnym belgijskim jedzeniem. W środku czyściutko, schludnie i przede wszystkim REWELACYJNIE karmią. Frytki wreszcie normalne, a nie te amerykańskie krzyżówki tektury ze styropianem. Kilka różnych (naprawdę różnych) sosów do frytek i jedzenia i to równie dobrych. Wielkie porcje mięcha, frytek i sałatek, które wyglądają lepiej niż "zestaw".

Knajpkę wynalazła Kasia dłubiąc w internecie. W sumie za obiad dla 2 osób z napojami, po którym ledwo dotoczyliśmy się do samochodu, zapłaciliśmy 37 zł. A jedliśmy przepyszny gulasz, paróweczki drobiowe i pikantne paróweczki baranie! Wreszcie miejsce, gdzie można zjeść świetnie przygotowaną baraninę i to za małe pieniądze. Ożarliśmy się strasznie i na pewno tam jeszcze wrócimy, bo nie tylko dobrze karmią, ale są uprzejmi i sympatyczni. Po posiłku dostaliśmy gratis dwie puszki piwa belgijskiego. Czemu my? Nie wiemy, bo inni nie dostawali, ale to bardzo miłe. Z czystym sumieniem mogę polecać tym co lubią dobrze zjeść.

A przy okazji, gdy siedzieliśmy czekając na jedzonko, obserwowaliśmy dziwnego człowieka na ulicy pod lokalem. Wyglądał jak typowy oprych z bramy. W pewym momencie podszedł do niego drugi typ z dwoma flaszkami. Coś do siebie gadali i w pewnym momencie ten pierwszy uniósł koszulę, pod którą na szeleczkach elegancko wisiał sobie pistolet i dla przeciwwagi dwa magazynki. Zrobiło nam się słabo. Na szczęście panowie sobie poszli. Na pewno zaostrzyło nam to apetyt.

19:56, bakemono , U mnie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 lipca 2007
Titanic 2: Zemsta

Tym razem góra lodowa idzie na dno. Pokazanie akcji z perspektywy osieroconego przez katastrofę bliźniaczego rodzeństwa kaczorów arktycznych.

Nasi mali bohaterowie Dumb i Dumber (w polskim tłumaczeniu Jarosław i Lech) wyruszają w pełną niebezpieczeństw wyprawę w poszukiwaniu sprawiedliwości dziejowej. Na ich drodze stanie złowieszczy Donald Kieł (w polskiej wersji Donald Tusk) oraz równie złowieszcze żydowskie korporacje.

Czy skruszony Titanic podda się lustracji?

Czy bracia odnajdą zaginioną teczkę?

Mrożąca krew w żyłach historia o braterskiej miłości i poświęceniu dla sprawy.

Reżyseria: Andrzej Wajda, Krzysztof Zanussi i Krzysztof Kieślowski

Producent wykonawczy: Przemysław Gosiewski

Sponsor generalny: Wytwórnia lodów z Pcimia Górnego.

niedziela, 22 lipca 2007
Kult w mroku

Znowu przyszło nam grać w Kulta. Skończyliśmy wreszcie kampanię, co naprawdę wymagało z naszej strony dużego zamozaparcia. Co prawda podczas ostatniej sesji Yubi i Ja byliśmy najpoważniejsi z całej drużyny. Niestety reszta nagle zgłupiała doszczętnie i zaczęła na wyścigi przerzucać się głupimi hasłami. Jak zwykle połów był niezły - oto co grubsze ryby:

- On jest ostatnią osobą, o którą bym się martwił, że zaginęła. Martwiłbym się o tych, którzy go zaginęli.

- Czy macie jeszcze jakieś pytania?
- Kto zabił... tą... jak jej... Emilie Plater?
Konsternacja.
- No tą, z Twin Peaks.
- Laure Palmer?

- Moja sprzątaczka ma wolne.
- Chyba od 20 lat

- Ja też widzę martwych ludzi. Tylko dlaczego przez muszkę i szczerbinkę?

Postaci spotykaja anioła:
G1: Czy on ma mięśnie do latania? Takie jak ptaki, przyczepione do wypukłego mostka?
G2: Może to anioł-nielot?
G3: Anioł-struś.

Początek sesji, po nagłym ataku głupawki:
- No dalej, Mistrzu, zacznij tworzyć klimat.

- Jak to nic nie wiesz? Czy wy w ogóle słuchaliscie tych gości, których nie ma?

- Czujecie gaz
- To gazu na ulice!

- Skracam mu cierpienia strzałem w głowę.
- Ale już mu lepiej!
- Ja tego nie widziałem. Bylem w katatonii. Odpierdolcie się.

- A jak mówiłem, żeby najpierw strzelać to nikt mnie nie słuchał. Rozmów się im zachciało...

- Kto znowu wyżarł ryż z ołtarzyka?

Gracze trafili do mrocznej siedziby złego Bormana. Wszędzie walały się ludzkie kości, które mój bohater zaczął układać według wielkości. Po wyjściu Yubi rzucił:
- Szkoda, że ich nie policzyliśmy. Moglibyśmy mówić na mieście, że porachowaliśmy Bormanowi kości.
- Z niego to taki był kolekcjoner kości...
- Kości zostały rzucone.

Dorota: - Zdradź swoją hipotezę...
Mazar w panice do Komixa: - A mam jakąś?

Vigor Mortis.

13:54, bakemono , RPG
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lipca 2007
Jupikajej...

Właśnie wróciłem z przedpremierowego pokazu Szklanej Pułapki 4.0. Powiedzieć, że jestem zachwycony tym filmem to mało. Żadnej głębokiej fabuły. Żadnych dłużyzn. Zero głębi postaci. Żadnego wzruszania do łez i innego pitu pitu. Po prostu doskonałe (TAK DOSKONAŁE) dzieło akcji. W sześć minut od napisów już padają pierwsze strzały, a na trupy też nie trzeba długo czekać. John McClane, jak zawsze pokazuje pazur i nie daje nam odetchnąć nawet na sekundę.

Dzieje się tak dużo, że momentami człowiek nie nadąża z odbiorem bodźców, ale wszystko jest zajebiste. Jak zawsze Bruce biega coraz brudniejszy i odrapany i pokazuje co to znaczy być twardym. Normalny człowiek umarłby od tych obrażeń przynajmniej sześć razy. Ale nie wielki McClane. Trzeba być twardym w życiu. Dwie doby bez snu, bity, łamany, wysadzany, postrzelony i bóg wie co jeszcze jak zawsze ratuje amerykę przed złem. I robi to w pięknym stylu okraszonym niezapomnianymi kwestiami. Być może jest trochę szorstki wobec kobiet (wyszarpał złej pani trochę kłaków), ale w końcu to ona zaczęła.

Poza tym świetna jest rola poboczna Kevina Smitha, który wcielił się w hackera o pseudonimie Warlock. A już częstotliwość CB mnie dobiła - 66,6.

Garść cytatów:

"- Właśnie rozwaliłeś helikopter samochodem!
- Skończyły mi się naboje...".

"- Przyprowadziłeś glinę do mojej tajnej kwatery...
- Haha. Kwatera, raczej piwnica".

"- Mam dośc tego kung shit fu!"

"- Pieprzony chomik!"

"- Jaki mamy plan?
- Ratujemy moją córkę i wszystkich zabijamy".

"- Widzę, że nie jesteś fanem Bobby Fetta?
- Wolę Gwiezdne Wojny".

"- Mówił coś o mnie?
- Nie sądzisz, że dość już dzisiaj wycierpiałem?"

 
1 , 2