Osobisty blog Adama Wieczorka - jednego z twórców RPG Bakemono.
czwartek, 17 sierpnia 2006
Na razie brak ekspresów...

"Jestem żonaty" wykrzyczałem na całe chore gardło pod Dworkiem Białoprądnickim 12 sierpnia. Prawie 6 lat życia na nomen omen "kocią" łapę zakończyła bardzo miła i udana uroczystość. Pierwsze zdjęcia już mamy, ale poczekamy aż zbiorą się wszystkie i wtedy wybierzemy najlepsze i wrzuci się jakieś na bloga. Uroczystość była szybka i sprawna. "Pani ksiądz" też była wyjątkowo miła i mówiła z sensem. Nie wiem dlaczego wszyscy się śmiali, gdy przy słowach o obowiązkach małżeńskich pokiwałem Kasi palcem. Chciałem tylko podkreślić wagę tych słów i to inaczej niż znany z Kajka i Kokosza siłacz.

Po ślubie udaliśmy się do Camera Cafe, gdzie wpadli krewni i znajomi królika... hmmm... Spędziliśmy miło czas, po czym udaliśmy się na obiad z rodziną i świadkami. Było również miło i nawet stłukło się parę kieliszków na szczęście. W niedzielę był obiad w Częstochowie, który również okazał się bardzo przyjemny z super jedzeniem, którego resztki dojadałem jeszcze dziś rano.

Wbrew moim obawom nie dostaliśmy ekspresu do kawy. Za to dostaliśmy kubeczki, zestaw chiński, herbaty, książki, kupony totolotka zwinięte w fantazyjne kształty, piękne świeczniki z Danii i ogółem poczuliśmy się bardzo lubiani i zadowoleni. Koty poczuły się świetnie, gdy mogły buszować w morzu kwiatów.

A i tak przebojem ślubu był mały Jaś, który przyjechał z rodzicami specjalnie z Danii na nasz ślub. Podbił wszystkich od razu, a mojego tatę załatwił hasłem "Dziadzia". Trzeba to było widzieć.

10:36, bakemono
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 sierpnia 2006
Syndrom Ekspresu do Kawy

Jutro mój ślub. Przyjdzie nawet sporo osób. Najbardziej przerażające w tym wszystkim jest to, że niektórzy już się pytają co nam dać w prezencie. Zazwyczaj pytanie to jest rozwijane w bardziej szczegółowe pt. "Macie ekspres do kawy?".

W ostatnim tygodni słyszałem to pytanie jakieś 20 razy i poczułem się przerażony. Co ja zrobię z 20 wkspresami do kawy? Ja tego nawet nie zmieszczę w mieszkaniu!!

Po chwili zacząłem się zastanawiać nad istotą tego swoistego szaleństwa ekspresowego. Otóż każdy kiedyś miał ślub, urodziny, imieniny i ktoś z gości w dzikim szale wymyślił, że ekspres do kawy będzie najlepszym prezentem. Bo kawę pije przecież każdy, a jak nie będzie pił to sobie sprzeda albo postawi i będzie się na to patrzył. Tym sposobem, gdy zbliża się kolejna impreza, na którą obdarowany ekspresami został zaproszony w jego umyśle świta błyskotliwa myśl - "Oddam jeden z tych ekspresów co leżą na szafie". W efekcieekspres trafia do następnych osób, które wręcz nie posiadają się ze szczęścia.

Ekspres do kawy jest w Polsce czymś w rodzaju prezentu przechodniego. Nie wiesz co kupić na prezent zdejmij z szafy ten ekspres do kawy co tam stoi od dwóch lat i problem masz z głowy. Do czasu aż zorganizujesz imieniny.

16:08, bakemono
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 sierpnia 2006
Wszystkie dzwony biją...

...i to nie na alarm, ani na budzenie. W sobotę wielkie wydarzenie w moim życiu. Jak to niektórzy określają - zmieniam stan skupienia. Co prawda ślub jest tylko cywilny, ale i tak zamieszania przy nim jest co niemiara. Cały czas boję się, że czegoś nie dopilnowaliśmy, i że coś może się w ostatniej chwili zawalić.

Wczoraj miałem coś w rodzaju wieczoru kawalerskiego, choć nastrojem przypominało to bardziej stypę... no dobra, może nie do końca, ale było dziwacznie.

Dziś jadę po rodziców i do Krakowa wracam dopiero jutro. A pojutrze zaczyna się cały cyrk i to do tego o nieludzkiej godzinie 10 rano. Zapowiedziało się parę osób, ale mam nadzieję, że nie będzie specjalnych tłumów, bo zbankrutujemy na symboliczne lampki szampana ;)

Moi rodzicie rozpoczeli już przygotowania do zmienienia tego dnia w olbrzymią zabawę. Coś było o błogosławieństwach z chlebem i solą, jednogroszówkach do zbierania... aż mi się słabo robi na samą myśl.

A to dopiero pojutrze. W chwili, gdy piszę te słowa, zostały jeszcze dwie doby. Umpf.

09:12, bakemono
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 sierpnia 2006
Ćma Schroedingera

Wszyscy chyba słyszeli o kocie Schroedingera, czyli o stanie gdy kot w pudełku jest jednocześnie martwy i żywy. Obserwując moje koty dochodzę do wniosku, że one nie potrzebują pudełka, żeby być jednocześnie w kilku wymiarach jednocześnie, a dodatkowo prowadzą bardzo bogate życie wewnętrzne połączone z dywagacjami filozoficznymi.

Ostatnio mała kota postanowiła umilić nam sen polując w pełnym galopie na ćmę, która latała nad naszym łóżkiem. Odkryliśmy przy okazji, że kot dąży do stanu, w którym będzie mógł nie tylko rzeczoną ćmę zjeść, ale ciągle na nią polować. Czyli idealna ćma musi występować w dwóch stanach - jadalnym i jednocześnie ciągle nadającym się do zabawy, czyli latająco furkoczącym. Kot wyraźnie chce przeprowadzić dowód, że istnienie obu stanów jest możliwe, bowiem po zjedzeniu ćmy ciągle poluje na coś czego ludzkie oko nie jest w stanie dostrzec. Czyżby była to ćma Schroedingera?

Drugi aspekt kota to egzystencja na kilku płaszczyznach rzeczywistości jednocześnie. Załóżmy, że kot leży sobie spokojnie od pół godziny na naszym brzuchu, uniemożliwiając nam jakikolwiek ruch. Nagle, bez żadnego istotnego powodu wykonuje odbicie (bolesne) i w nanosekundzie znajduje się w kuchni. Co tak naprawdę robi kot? Otóż długoletnie obserwacje pozwalają stwierdzić, że w czasie leżenia część kot przemieściła się już do kuchni, a ciało uśpione i rozleniowione ciepłem naszego brzucha, jeszcze nie zdało sobie z tego sprawy. W chwili, w której dociera do niego impuls rzuca się do nadrobienia tego niedopatrzenia i w efekcie wygląda to tak, jakby kot sprawdzał, czy nie ma go w kuchni podczas, gdy jest na naszym brzuchu w sypialni.

Jak widać obserwowanie kotów może prowadzić do bardzo intrygujących wniosków. Dalsze obserwacje już wkrótce.

09:35, bakemono
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 sierpnia 2006
Niedziela z Bakemono

W niedzielę nastąpi długo oczekiwane wznowienie prac nad Bakemono. Może nie tyle wznowienie co intensyfikacja. Spotykamy się w nowym mieszkaniu Łukasza, żeby omówić najnowsze materiały. Wyznaczyliśmy sobie tygodniowe limity 10 stron nowych materiałów, za brak których będziemy musieli dorzucać kasę do funduszu wydawniczego. Może to wreszcie zmotywuje nas na tyle, żeby dokończyć wszystkie prace i złożyć materiał, aby na jesieni wepchnąć książkę do drukarni i z gotowym produktem zaatakować w okresie przedświątecznym. Pełną promocję gry rozpoczniemy w chwili, gdy będzie już złożona i czekała na druk. Wtedy powstanie strona, rozruszamy zastygłe wątki na forum i zaczniemy przesprzedaż. W chwili obecnej trwają już ustalenia dotyczące tej ostatniej na łamach jednego z większych sklepów sieciowych. Mamy kilka propozycji, które musimy rozpatrzeć, bowiem chcemy dotrzeć do jak największej liczby czytelników. Ciągle zastanawiamy się nad dystrybucją gry przez EMPiK, bowiem pomimo dużej dostępności koszta są naprawdę wysokie i stawiają taką formę dystrybucji pod znakiem zapytania. Na pewno będziemy z grą na konwentach, ale jedno jest pewne - w pierwszym rzucie sprzedaży nie będziemy dawać podręcznika jako nagród na konkursy konwentowe, ponieważ bardzo wiele osób podchodzi do sprawy na zasadzie - po co kupować, jak na pewno wygram. Tyle na tę chwilę.

09:18, bakemono
Link Dodaj komentarz »