Osobisty blog Adama Wieczorka - jednego z twórców RPG Bakemono.
poniedziałek, 25 sierpnia 2008
Uroki nienawiści

Skończył się urlop. W ramach narodzin nowej świeckiej tradycji postanowiłem odstawić samochód i przesiąść się na komunikację zbiorową. Wcześniej planowałem jazdę rowerem, ale w tym złodziejskim kraju pozostawienie go poza lokalem, w którym się pracuje, grozi natychmiastową utratą mienia.

Wylazłem z domu o 8:11. Gdy podróżowałem do pracy samochodem była to trochę wczesna pora na wyjście (zwykle 8:25), ale postanowiłem mieć zapas. Uczyniłem słusznie.

Zanim dolazłem na przystanek, z obowiązkową przerwą na zakup drogich jak sam diabeł biletów, była 8:16. Ponieważ miasto zachęca do porzucenia samochodu na rzecz MPK, liczyłem, że tramwaje będą jeździć co 5 minut. Jasne.

O 8:23 dotoczył się tramwaj. Niby nie ta linia, którą powinienem jechać, ale z rozkładu wynikało, że z powodu remontu będzie pasować. Ruszyłem.

W środku typowo. Ścisk śledziowy, z równie uroczym aromatem niemytych ciał doprawionym lekką nutką moczu i charakterystycznym odorkiem rychłej śmierci. Widoki też przepiękne. Przepocona pacha, albo żywe kolonie łupieżu na trwałej rodem z PRL. Ciśnienie skacze, ale twardo trzymam się usmarowanej, chyba masłem, rurki. Co przystanek małe rotacje. Odór moczu zastępuje przetrawiony alkohol, a w zastępstwie łupieżu tłuszczostan długowłosy. Dodajmy do tego szalonego motorniczego, który powinien wozić buraki, a nie ludzi i obraz mej radości jest prawie pełny. Dochodzi jeszcze deptanie, smarkanie, kasłanie i wbijanie łokci w bebechy. CUDOWNIE!

Miałem jechać do Dworca, ale jeden przystanek więcej chyba by mnie zabił. Z rosnącą desperacją obserwowalem mknące obok tramwaju samochody. Gdybym pojechał swoim pojazdem, byłbym już na miejscu. Wytoczyłem się pod Pocztą Główną, odetchnąłem świeżą spaliną i poczłapałem z buta przez Rynek na Sławkowską. Do pracy wtoczyłem się o 8:50. Jadąc samochodem byłbym o podobnej porze, za to na pewno ominęłyby mnie te wszystkie atrakcje, jakie serwuje MPK.

Czeka mnie jeszcze powrót, tym razem z zakupami i głębokim popołudniem upalnego dnia. Na samą myśl robi mi się słabo. Chyba wrócę na piechotę. Wyjdzie taniej, a niewiele dłużej. Tyle, że nawdycham się pysznych spalinek. Chyba jednak wolę to niż spocony kremoser mieszkańców Krakowa.

Przez ostatnie pół roku unikałem komunikacji miejskiej. Kula nienawiści w moim brzuchu zmniejszyła się do rozmiarów kuleczki, a sporadyczne wybuchy kierowałem przeciw debilom (głównie debilkom) uważającym, że potrafią jeździć w ruchu miejskim. Dziś na nowo rozpaliła się we mnie gwiezdna kula żaru nienawiści do ludzi. Jakże szczęśliwy się czuję na tym zasilaniu. Pociągnę na nim pewnie do końca tygodnia. Kolejna wyprawa do pracy odbędzie się samochodem.

09:46, bakemono , U mnie
Link Komentarze (2) »
sobota, 09 sierpnia 2008
Nicholson, Hamill, Ledger - trzy oblicza Jokera

Jak łatwo się domyślić będzie o Batmanie, a dokładniej o jego największym przeciwniku - Jokerze.

Obejrzałem wczoraj Dark Knight. Mogę tylko powiedzieć, że na ten moment jest to dla mnie najlepsza ekranizacja Batmana. To dwie i pół godziny ostrej jazdy bez trzymanki, w której pojawia się najważniejszy przeciwnik Batmana - Joker.

Ta tajemnicza postać od lat jest uważana za przeciwieństwo Batmana, będąc pokracznym odbiciem tego, czym ten próbuje być. Przez lata, w różnych ekranizacjach, w rolę Jokera wcielali się różni aktorzy. Przez litość pominę tu serial i pełnometrażowy film z lat 60. XX wieku. Skupię się natomiast na trzech wersjach Jokera - Jacka Nicholsona, Marka Hamilla oraz Heatha Ledgera.

Pewnie wielu z czytelników zastanawia się, co w tym zestawie robi Mark Hamill, którego znamy głównie z roli Luke'a Skywalkera. Jednak to właśnie ten aktor dokonał doskonałego udźwiękowienia postaci Jokera w serialu animowanym i również animowanym filmie Return of The Joker. Hamill wspiął się na wyżyny gry aktorskiej i stworzył niezapomnianą wersję tego psychopaty. Jego Joker jest kompletnie szalony, z lekkim skrzywieniem w stronę absurdu i groteski. Śpiewane przez niego piosenki świąteczne o Batmanie ("Jingle bells, batman smells") pozostaną ze mną na zawsze. Jednocześnie w Return of the Joker samym głosem stworzył najmroczniejszą (do czasu Dark Knight) wersję tego maniakalnego mordercy. Każdy, kto chce mówić o Jokerze, powinien zapoznać się z tym filmem, a jeszcze lepiej z całością animowanego serialu.

Przejdźmy teraz do Jacka Nicholsona. Jego wersja Batmana jest czymś pośrednim między Jokerem z lat 60. a jego współczesną komiksową wersją. Szaleniec, ale z klasą, nieprzewidywalny, ale też z przebłyskiem geniuszu. To postać wykreowana zgodnie z wizją całego filmu Burtona. Ta ekranizacja bazowała na podkreśleniu nierzeczywistości całej historii. Balansowała na pograniczu baśni i rzeczywistości. I do tej wersji pasowała kreacja Nicholsona. Próba uczynienia z Jokera tylko absolutnego psychopaty nie sprawdziłaby się. Był paskudnym, szalonym klaunem - i tak miało być.

Natomiast najnowsza wizja Jokera to próba pójścia o krok dalej. Ledger stworzył postać tak mroczną, jak tylko było to możliwe. Zero sumienia, zero skrupułów, czysty psychopata, wcielony chaos i destrukcja. Nie ma w nim nic z tragizmu postaci z komiksów (np. Zabójczy Żart). Nawet jego biała twarz jest tylko makijażem. Nie wiemy też skąd tak naprawdę wzięły się straszliwe blizny, szpecące mu twarz. To postać, o której, w przeciwieństwie do wersji Nicholsona i Hamilla, nic nie wiemy. Ten zabieg powoduje, że nie znajdziemy w tym Jokerze ani skrawka, który moglibyśmy polubić. Możemy się go jedynie bać, tak jak niepowstrzymanego żywiołu. Do tego tendencja Nolana do zbliżenia filmu do rzeczywistości (na ile to możliwe w Batmanie) powoduje, że ten Joker jest najbardziej przerażający.

Tym samym otrzymaliśmy trzy zupełnie różne oblicza Jokera. Każde dostosowane do formy, jaką przyjęli twórcy danej wersji Batmana. Szaleńca z nutką psychopaty w wersji Hamilla, eleganckiego klowna w wersji Nicholsona oraz kompletnie przerażającego psychopatę Ledgera.

Każda wersja ma swoje zalety. Osobiście podziwiam wszystkie kreacje aktorskie, choć zdecydowanie najbliższą moim wyobrażeniom wersję stworzył Mark Hamill.