Osobisty blog Adama Wieczorka - jednego z twórców RPG Bakemono.
czwartek, 26 października 2006
Threshold/Invasion/Jericho

Dzisiaj poklepię w klawiaturę na temat seriali. Ostatnio trochę mi się tego nazbierało i oglądam w każdej wolnej chwili. Dziś napiszę o dwóch serialach, które niestety zakończyły się na sezonie 1. Są to threshold i Invasion, które traktują de facto o bardzo podobnych sprawach - inwazji obcych. W Threshold mamy do czynienia z organizacją, która zajmuje się wprowadzaniem w życie planów awaryjnych na wypadek nieprzewidzianych sytuacji. Jedną z nich jest właśnie przybycie obcych. Bardzo podoba mi się pomysł, że obcy nie wyłażą ze stadem pojazdów i nie rozpieprzają całej ameryki tylko modyfikują genetycznie ludzi, aby stali się im podobni. Do tego jeszcze próbują modyfikować nasze rośliny i zwierzęta. Nie wiadomo przy tym, czy to wstęp do inwazji, czy może coś jeszcze innego. Niestety nie dowiemy się wszystkiego, bo serial zamknięto po 1 sezonie, a szkoda.

Invasion to znowu serial, który wystartował z kopa zeszłej jesieni. Błyskawicznie stał się numerem 1 CBSu, ale niestety pomimo świetnych notowań i oglądalności nie doczeka się sezonu 2. Tutaj obcych pokazano zupełnie inaczej. Tajemnicze wodne istoty, które pojawiają się podczas huraganu w niewielkim mieście Homestead na południe od Miami. Okazuje się, że istoty te pożerają ludzi, by potem ich odtworzyć, z pełnym spektrum wspomnień tylko z trochę innym DNA i praktycznie wypranych z uczuć. W serialu niby nic się nie dzieje, ale jest tak przesycony grozą i niedopowiedzeniami, że cały czas przechodzą człowieka ciarki. Scena, gdy dziewczynka mówi, że boi się mamy, bo ta pachnie inaczej... brrrrr. Polecam z całego dreszczu :)

Na koniec dzisiejszego wpisu chciałbym napisać o serialu, który kopie mnie po mózgu chyba najbardziej ostatnimi czasy. Mowa o Jericho, o którym usłyszałem od Jaxy. Małe miasteczko w Kansas. Powraca do niego młody chłopak. Tatuś jest burmistrzem i wyraźnie nie lubi synka, który ma dość szemraną przeszłość - oczywiście niewiadomą. Niby nic się nie dzieje i po kłotni rodzinnej chłopak wyjeżdża i nagle widzi za górami grzybek atomowy. Zresztą nie tylko on. Pada sieć komunikacyjna, niedługo później Jericho traci prąd. I do tego nikt nic nie wie. Zakładają, że mógł nastąpić jakiś wypadek w Kansas City. Jeszcze tego samego dnia dowiedzą się, że podobny "wypadek" miał miejsce w Atlancie. A kilka dni później złapią sygnał z chińskiego satelity, gdzie na mapie USA jest przynajmniej 8 czerwonych kropek... Nikt nic nie wie, atmosfera się zagęszcza. Do tej pory widziałem 5 odcinków i powiem krótko - ostatni wrył mnie w ziemię. Ostatnia minuta odcinka spowodowała, że klęknąłem. No po prostu mega wypas - to trzeba zobaczyć na własne oczka.

sobota, 21 października 2006
Targi Książki - Hal Duncan

Dzisiaj nawiedziłem Targi Książki. Nie wiem, czemu, ale mam wrażanie, że w porównaniu z zeszłym rokiem było mniej interesujących mnie wydawców. Nie było np. Prószyńskiego. Ale przyznam, że specjalnie też nie biegałem po terenie, tylko od razu udałem się po akredytację prasową, a potem do stoiska FK Olesiejuk, gdzie spotkałem Kasię i Jacka Rodków i przygotowałem się do przeprowadzenia wywiadu z Halem Duncanem.

Ten szkocki pisarz zadebiutował książką Welin, która właśnie ukazała się w serii Uczta Wyobraźni Wydawnictwa MAG. Brzmi to trochę jak reklama i jest nią w istocie, bowiem to bardzo dobra książka. Wczoraj wieczorem skończyłem, a jutro z rańca zamieszczę recenzję na Gildii. Opowieść o apokaliptycznej wojnie pomiędzy aniołami, a demonami, która rozgrywa się zarówno teraz, wcześniej, jak i później. Książka początkowo sprawia wrażenie chotycznej, ale z czasem układa się w logiczną i przejmującą cąłość. Jest w niej trochę wszystkiego. Nie jest łatwa, ale warto ją przeczytać. To swego rodzaju nowa jakość w fantastyce.

Hal Duncan (a właściwie Aleisdar Duncan) jest bardzo sympatycznym człowiekiem. Skromnym i otwartym, a do tego gadatliwym. Poza tym lubi Lovecrafta, grał w Warhammera (magiem z dendrofobią), a dziś kończył 35 lat. Wywiad z nim postaram się spisać i zamieścić na Gildii już jutro, o ile tylko wrodzone lenistwo mi nie przeszkodzi. Myślę, że warto poczekać, bo wywiad był naprawdę ciekawy. Dowiecie się na przykał czy i kiedy nadejdzie Apokalipsa. A na koniec tradycyjnie fotka.

22:37, bakemono , U mnie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 października 2006
Pijackie podrygi koty Hastury

Nasze koty są bardzo zdolne, pisałem o tym nie raz i nie dwa. Jednak wczoraj duża rozwaliła mnie dokumentnie. Kasia położyła się spać i zostawiła na biurku szklankę z napojem i słomką. Duży kot wyraźnie zainteresowany rozpoczął podchody do obiektu metodą indiańską. Najpierw noszalancko przeszedł obok nie zaszczycając szklanki nawet przelotnym spojrzeniem. Potem wskoczyła na półkę i pod pozorem wylizywania łapy prowadziła ukradkiem obserwację. Szklanka nie chciała uciec, więc można było przystąpić do dalszego etapu. Krążąc po biurku dotarła wreszcie do szklanki.

Szybkie wąchanie wykazało, że w środku jest coś pijalnego, i że kot ma na to ochotę. Problem polegał na tym, że nie bardzo było jak dostać się do resztek, które znajdowały się na dnie. Przewrócenie obiektu nie wchodziło w rachubę, bo na pewno by wtedy przegonili z biurka i cała operacja spaliłaby na panewce. Próba łapy, czyl iwstawiania łapy do dna też nie odniosła skutku, bowiem szklanka była za wysoka, albo łapa za krótka. Kot postanowił być twardy jak Bruce Willis i nie poddawać się przeciwnościom losu. Zaintrygowała go wystajaca ze szklanki słomka. Po pacnięciu nie spowodowała przewrócenia szklanki więc można było sprawdzić do czego to służy. Nie trzeba było dużo czasu, aby odkryć tkwiące w rurce możliwości. Efekty znajdziecie na zdjęciach poniżej.

09:21, bakemono , Koty
Link Komentarze (2) »
czwartek, 19 października 2006
A jaki ten mistrz gry jest głupi...

Poprzednio pisałem, że moi gracze są głupi. No to się dobraliśmy, bo mistrz gry też specjalnie mądry nie jest. Dzisiaj była kolejna sesja i tym razem to chyba ja miałem największą głupawkę, chociaż najlepsze teksty, które wymienię poniżej, rzucali jednak moi kochani gracze.

Dzisiejszą sesję postanowiłem zacząć od wlepienia im zaległych handoutów. W efekcie dostali cały plik kartek z rysunkami i tekstami dotyczącymi Istot z Głębin. Przypomnijmy, grają w Innsmouth, więc jest to zgodne z okolicznościami przyrody - niepowtarzalnej. Kartki były trochę pomięte (siedziałem na nich cały poprzedni dzień i potem leżały pod prześcieradłem kiedy spałem. Potem polałem je jeszcze trochę herbatą i wypaćkałem na rogach masłem. Dodałem do tego rozwlekłą próbkę mojego pisma (skrzyżowanie hieroglifów z arabskim). Przez prawie godzinę walczyli z handoutami, próbując rozszyfrować ich treść, snując domysły co do ilustracji, ogólnie świetnie się bawiąc. Patrząc na nich czułem głęboką satysfakcję z dobrze wykonanej roboty. Bo w końcu mają mieć zabawę, prawda? No to mieli.

Chyba zachęceni takim początkiem ostro zabrali się za scenariusz. Ponieważ wiedziałem, że Dorota i Mazar nie bardzo interesują się śledztwem prowadzonym przez postać Komixa więc podrzuciłem im wprowadzenie do kolejnego scenariusza. Chwycili przynętę, jak ryby w Innsmouth. Dzięki temu płynnie weszli w kolejny scenariusz, podczas gdy obecny doprowadzili do pewnego momentu. Dowiedzieli się o zleceniodawczyni więcej niż chcieli - nie bardzo podobał się im jej cień. Wprowadzili ją w błąd w kwestii poszukiwanego syna i zakończyli sprawę. Czy będą jakieś tego reperkusje... zobaczymy. Dość powiedzieć, że rzuty mieli takie, że nie widzę szans, aby babka zorientowała się, że robią ją w konia.

Uświadamianie sobie ile dowiedzieli się o Innsmouth, a także pewne analizy zdjęciowe i szperanie w bibliotekach doprowadziły do kilku rzutów na Poczytalność, w efekcie których nikt jeszcze nie oszalał, ale postać Yubiego dostała fiksacji na punkcie strzelb, które zostały... w ich domu w Innsmouth, podczas, gdy akcja działa się głównie w Arkham. Gładko wjechali w kolejny scenariusz i mam nadzieję, że tu też będzie im się podobać, bo będzie się dużo działo.

Zresztą widzę wyraźnie, że muszę dawać graczom dużo elementów akcji i interakcji z otoczeniem, żeby poczuli grę. Dzisiaj nawet Komix wczuł się w postać na tyle mocno, że zaczął krzyczeć, że powinni zostawić tę sprawę i ruszać do dalej. To naprawdę była udana sesja. Podobało się mnie i chyba graczom też.

A teraz obiecane rodzynki z sesji:

"Wiecie, jest tak, że dużo ludzi ma przodków!" - Dorota

"Nie szkodzi, przecież mówiłem, że gorzej słyszę niż walę głową." - Yubi

"Śmierdzi, czy płazi" - ???

"Papucie miłości" - Komix

"Zaprośmy ją do meliny, a potem powiedzmy im, że jest agentem federalnym" - Mazar.

00:01, bakemono , RPG
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 października 2006
Ale głupi Ci moi gracze.

Wczoraj graliśmy w Cthulhu. Postanowiłem, że postatam się ograniczyć stopień głupkawkowości na sesjach. Oczywiście nie przewidziałem, że moi kochani gracze (Dorota, Yubi, Mazar i Komix) mają na ten temat inne zdanie i nie pozwolą, aby sesja była poważna. Komix, kiedy usłyszał, że sesja będzie poważna powiedział, że nie może do tego dopuścić, zeżarł tonę środków leczniczych i stawił się na sesji.

Tym razem nawet udało nam się nie spóźnić specjalnie, choć chłopaki długo kupowali tradycyjne i swojskie wyroby z liszek (kiedyś wyjaśnię o co chodzi). Przygotowałem handouty i rozstawiłem ekranik mistrza gry. Zostałem wyśmiany, choć stwierdzili, że w sumie to dobrze, bo mam jakąś ochronę przed kostkami. Schowałem ekranik. Rozpoczęliśmy rozmowy przy ciasteczkach i coli. W drobnych przerwach, trwających nie więcej niż 5 minut prowadziliśmy grę. Po raz kolejny moja ukochana drużyna udowodniła, że scenriusz przeznaczony na 1 sesję potrafi grać przez 3 do 6. Jeżeli uda nam się zakończyć tę sesję podczas następnego spotkania to chyba tylko cudownym zrządzeniem losu.

Tym razem wśród radosnej głupawki pytali się o dziewczynkę bobra, a Komix ubrał na głowę tunel dla kota i straszył biedne zwierzątka Yubików. Yubi w tym czasie przysypiał w chwilach, gdy graliśmy i budził się, gdy trwała głupawa. Tym razem wyjątkowo w dziedzinie głupich tekstów prym wiódł Mazar i Dorota. Komix zmożony chorobą ubierał tylko tunelik i zastanawiał się, czy jego stopa może puszczać zajączki na ścianie. Było naprawdę klimatycznie. Choć muszę przyznać, że pod koniec sesji zaczęli nawet grać. Coś tam wymyślili, bez specjalnego popychania przeszliśmy nawet do 2 strony scenariusza! Akcja się rozwijała, ale Yubi strasznie głośno chrapał i musieliśmy zakończyć.

Zastanawiam się, czy jak do drużyny dołączy Piotr z żoną to będzie lepiej, czy jeszcze gorzej. Chociaż chyba gorzej już być nie może. Nie dziwię się do dziś, że Paweł (mąż Oli) nie wierzy, że ja i Yubi mamy po 28 lat. Zachowujemy się co najmniej dziecinnie i jesteśmy niepoważni. Ale może w tym już nasz urok :)

20:23, bakemono , RPG
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3