Osobisty blog Adama Wieczorka - jednego z twórców RPG Bakemono.
niedziela, 14 października 2007
Warhammer - powrót do korzeni

Wyciągnięte po ostatniej sesji wnioski doprowadziły do tego, że postanowiliśmy powrócić do grania w klasyczne RPG. Tym razem padło na Warhammera 2 ed. Prowadził Yubi, który w czoła pocie zarywał nocki, żeby przeczytać podręcznik do soboty wieczór.

O dziwo, mimo różnorakich głupot sesja była bardzo udana i nawet nie zauważyliśmy, kiedy minęła północ. Radosna rzeź, rzucanie kostkami i losowanie wszystkiego co się da wyraźnie nam służy. Oczywiście nie zabrakło głupich tekstów, które niniejszym cytuję.

Dorota - "Czy mogę grać Pustułką maga?"

Ja - "Rzucę mu kowadło na nogi i jeb...kilofem."

Dorota - "Jak Ty masz kowadło, to ja chcę niedźwiedzia"

Dorota - "Magia taka prosta: proszę, dziękuję"

Yubi po stwierdzeniu Doroty, że sokoły są mało przydatne w lesie - "Sokół pionowego startu i lądowania"

Yubi - "Przez to kowadło masz 5pkt pancerza na plecach"
Ja - "O, to się nazywa dobrze przemyślana postać!"

Ja komentując wybitnie udany rysunek na mojej karcie postaci - "Majtki na spodnie, a spodnie wpuszczone w walonki"

Yubi - "I ci strażnicy gnębią wieśniaków.."
Ja - "Znaczy co? Mandaty im dają? Zakładają blokady na konie?"

Było jeszcze sporo nabijania się z wylosowanych imion postaci. Bodaj najlepsze ma postać Komixa, bo nazywa się Mormacar, co wywołało skojarzenia ze złym dotykiem...

12:51, bakemono , RPG
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 października 2007
Głupawka totalna

Po dłuższej przerwie wakacyjnej wróciliśmy wczoraj do grania w PRG. Yubi postanowił być dzielny i poprowadzić nam Prime Time Adventures. Skończyło się jak zawsze, a nawet gorzej, bo już w czasie tworzenia postaci głupawka zaczynała docierać do poziomu absurdu.

Jako pierwsze zgon śmiechowy zaliczyły Dorota i Iza, które z niewiadomych przyczyn rozbawił mój tekst, w którym stwierdziłem, że moja postać może jeździć na chopperze, bo ma długie ręce. Wizja ciągnących się za gościem rąk długo nie mogła nas opuścić. A to był tylko początek.

Postać Komixa to półkrwi indianin, albo inny cuś. Wymyślając imię przez moment rozważał, że będzie nazywał się Robert Grzmiąca Góra. Potem coś rzucił o paleniu faji i powstała Grzmiąca Góra z dymiącą fają, która skutecznie zamordowała mnie na dobre 10 minut.

Potem zaczęliśmy grać. Wylądowaliśmy w głębokiej Finlandii, gdzie chińscy robotnicy budowali odkrywkową kopalnię węgla brunatnego. My jako motocykliści eko-terroryści musieliśmy wkroczyć do akcji. Stąd też mordercze teksty.

Komix podjeżdża swoim motocyklem, który przypomina skrzyżowanie odkurzacza z malakserem i opisuje swoje działania:

- Schodzę z motoru i wyjmuję faję.

Jak łatwo się domyślić po tym tekście już nic nie było takie samo. Dostałem takiego ataku śmiechu, że nie mogłem przestać śmiać się przez 15 minut. Łzy ciekły mi z oczu jak grochy. Oczywiście zaraziłem śmiechem wszystkich i w sumie kolejne pół godziny to był absolutny atak głupawy.

Stwierdziliśmy wtedy, że powinniśmy przestać grać. Na co ja stwierdziłem, że to tylko przez wakacje i po prostu nastąpiła kumulacja głupoty - jak w totolotku! Nie wiedzieć czemu wszyscy turlali się po podłodze.

Kolejne teksty:

- Czy Pan mi grozi?
- Nie! To Unia Europejska grozi!

- Twoje długie ręce są niczym w porównaniu z fają...

- Prawdziwego mężczyznę poznaje się po... wy już wiecie po czym. - tu zgon Yubiego, który położył się na ziemi i spazmatycznie podrygiwał.

Z ciekawych rzeczy była jeszcze koncepcja mówienia po fińsku i napisów lecących w tle. Mówienie po fińsku brzmiało jakoś tak: Hautameki? Helsinki Oulu Turku! Małysz, skocznia - ziuuuuuu.

I jeszcze pojawili się chińscy robotnicy, do których Dorota powiedziała Bu Hao (co znaczy bodaj niedobrze). Więc moja postać podchwyciła tekst i rzuciła do majstra chińskiego "Ty żółta wywłoko zrobię Ci tu zaraz buhao". Na co Yubi rzucił - "Buchało z faji"... Nie muszę pisać jaki efekt to wywołało.

Dość powiedzieć, że jeszcze jadąc do domu musiałem się powstrzymywać od śmiechu. Wszyscy zdarliśmy sobie gardła, a brzuchy bolą nas do teraz. Granie w RPG jest złe ;D

12:25, bakemono , RPG
Link Komentarze (1) »
czwartek, 04 października 2007
Jestem złym człowiekiem

Jakby na to nie patrzeć jestem strasznie złym człowiekiem - potworem wręcz. Nie bez podstaw Orbitowski i Urbaniuk twierdzą, że najchętniej bym wszystkich ludzi rozstrzelał. Nerwy od lat mam w strzępach i nawet środki farmakologiczne nie są w stanie zatrzymać gwałtownych wybuchów nienawiści do całego świata. No prawie całego. Moja rodzina, znajomi i wszelkie koty mogą czuć się bezpiecznie... w miarę.

Wśród moich znajomy słynne jest już powiedzenie, że jeżdżenie ze mną jest -przykładem jazdy bezpiecznej z kierowcą frustratem. Wyzwiska, groźby karalne i inne ciekawe komentarze są normą, gdy przepycham się przez miasto. A, że Kraków jest kompletnie zakorkowany to mój poziom agresji rośnie wprostproporcjonalnie do długości korka. Gdybym na końcu mojej drogi spotkał kogoś kto mi podpadł to najprawdopodobniej bym go zatłukł gołymi pięściami bez patrzenia na konsekwencje.

Moja kochana żona, która jakimś cudem wytrzymuje te wszystkie ekscesy potrafi już mnie rozładować. Celny kopniak w kostkę, albo szybkie przytulenie potrafią zdziałać cuda. A przynajmniej powstrzymać mordercze instynkty do czasu, gdy obiekt nienawiści znajdzie się poza moim zasięgiem. Niestety nie zawsze Kasia jest obok. W domu pomagają koty, ale poza domem jestem po prostu człowiekiem niebezpiecznym dla otoczenia.

Ze słynnych numerów, które wyciąłem w życiu należy np. skopanie samochodu faceta, który trąbił na żonę Łukasza Orbitowskiego, opieprzenie od góry do dołu stróża z parkingu (wczoraj) z sugestią, że "mu jebnę jak się nie zamknie", czy też nie mniej słynne rozdeptanie na drzazgi myszki komputerowej, która śmiała zaplątać się w kabel od odkurzacza. Takich sytuacji jest więcej, a mój poziom agresji już dawno przekroczył dopuszczalne normy. Kipiący gar jadu nienawiści wypuszcza krople uszami. Prawdopodobnie niedługo kogoś skrzywdzę, albo co bardziej prawdopodobne, ktoś skrzywdzi mnie. Może się na jakiś czas uspokoję. Przydałoby się.

Wiem, że to wszystko jest składową miliona czynników. Poczynając od tkwiącej mi na głowie przeprowadzki, sprzedaży mieszkania, zakupu mieszkania i tysiąca rzeczy z tym związanych. Na pewno składają się na to nie najlepsze doświadczenia z ludźmi z czasów, gdy prowadziłem wycieczki zagraniczne. Dołożyć można do tego różnorakie frustracje związane z wykonywanymi po drodze zawodami. Nazbierało się tego, a wyładować tego nie ma gdzie.

Mówiąc krótko "muszę, kurna, komuś przylać, bo mnie, kurna, krew zaleje".