Osobisty blog Adama Wieczorka - jednego z twórców RPG Bakemono.
czwartek, 15 stycznia 2009
Powrót Jacka Budowlańca

Jeden z najsłynniejszych seriali świata powraca na antenę. Mowa oczywiście o 24, lub jak to "tłumoczy" się u nas 24 godziny. Kiedy pod koniec roku miałem okazję obejrzeć wstęp do nowej serii przygód Jacka Bauera (24: Redemtion) miałem przez moment wrażenie, że nowy sezon rzuci naszego bohatera na czarny ląd. Jednak już pierwsze sekwencje nowej serii pokazały, że się myliłem. Znowu mamy USA, jednak najważniejszą zmianą jest przeniesienie akcji z Los Angeles do Waszyngtonu. Poza tym jest standardowo. Wydarzenia rozgrywają się w czasie rzeczywistym (wyjmując przerwy na reklamy), a każdy odcinek to w teorii jedna godzina.

Dzieje się jak zwykle cholernie dużo, ale nie tak wiele jak w poprzedniej serii. Zresztą ciężko jest przebić wybuch bomby nuklearnej na przedmieściach Los Angeles. Dlatego twórcy postawili na głębszą intrygę (jakby poprzednie serie nie były dość zagmatwane). Mamy więc spisek, zdradę na najwyższym szczeblu, wielkie pieniądze i oczywiście konflikt zbrojny w Afryce - ten sam, który mieliśmy okazję oglądać w Redemption. Na razie wyemitowano 4 odcinki i muszę przyznać, że serial zjada własny ogon. Niespodziewane wskrzeszenia, starzy bohaterowie w nowych rolach i... no właśnie, w zasadzie nic więcej. Nawet wyznacznik serii, czyli liczba trupów na odcinek, wyraźnie kuleje. Jak dotąd średnia nie przekracza 5 sztuk. Czymże jest to zatem w porównaniu z poprzednią serią, gdzie w piewszych czterech odcinkach średnia przekraczała kilka tysięcy?

Wiem, że nie można cały czas oglądać jednego wielkiego fajerwerku, ale odnoszę wrażenie, że Jacek ma już dość. Co chwila straszliwy kryzys wstrząsa podwalinami wolnego świata, a jedynym który potrafi przewidzieć czarny scenariusz jest oczywiście Jack. Nie wiadomo po co jest mu potrzebne CTU, FBI, CIA, NSA i inne wynalazki. USA nie może istnieć bez Jacka Bauera!

Pozostaje pytanie czy to źle? Dalej się to świetnie ogląda, a starzejący się Sutherland staje się coraz lepszym aktorem, wychodząc czasami poza zakres swoich pięciu min na krzyż. Dalej są dynamiczne momenty, choć twórcy wyraźnie odeszli od wzorca, który dotychczas pokazywał, że każdy odcinek musi kończyć się spektakularnym zwrotem akcji. Ludzie oczekują cały czas czegoś nowego, a tego w 24 zaczyna brakować. Rozumiem, że nie zabija się kury znoszącej złote jaja, ale może dobrze jest dać czasem odpocząć niektórym seriom? Są chlubne wyjatki, które nawet po latach ciągle trzymają poziom (vide poprzedni wpis o Doctor Who), ale przygody Jacka Bauera do nich nie należą. Naprawdę mam nadzieję, że po tej serii Jacek przejdzie na zasłużoną emeryturę.

wtorek, 06 stycznia 2009
Who is new Doctor Who?

Prace nad miesięcznikiem powodują, że rzadko mam czas na oglądanie filmów czy seriali. Od kilku miesięcy na obejrzenie czekał cały drugi sezon Sarah Jane Adventures. Pech, a może szczęście chciało, że zacząłem oglądać go w sobotę — 3 stycznia. Był to ten sam dzień, w którym BBC miało ogłosić kto zostanie nowym Doktorem Who, zastępując odchodzącego Davida Tennanta.

Oczywiście o całym wydarzeniu i szumie z nim związanym nic nie wiedziałem do czasu, gdy postanowiłem poszperać na oficjalnej stronie Doktora Who za informacjami o Sarze Jane. Jeżeli ktoś jeszcze się nie domyślił Sarah Jane Adventures to „odprysk” (wolę to słowo od angielskiego spin-off) serii Doctor Who, przeznaczony dla młodszych widzów, co nie znaczy, że pozbawiony charakterystycznego dla głównej serii poczucia humoru i szaleństwa. Zajrzałem zatem na stronę i oczywiście wsiąkłem.

Do ogłoszenia zwycięzcy castingu brakowało jeszcze dwóch godzin, które spędziłem wertując wszelkie informacje dotyczące wydarzenia. W Polsce przeszło oczywiście bez echa, ale w Wielkiej Brytanii Doctor Who to instytucja prawie tak ważna jak monarchia. Dość powiedzieć, że cała prasa brytyjska, wraz z częścią stacji telewizyjnych, spekulowała kto będzie nowym wcieleniem kultowej postaci. Wszędzie przybliżano sylwetki wszystkich dotychczasowych aktorów, którzy wcielali się w Doktora (a było ich dziesięciu). BBC, do którego należy serial, szykowało wielkie ekrany, na których w wybranych miastach miał zostać wyświetlony specjalny odcinek Doctor Who Confidential. Wielka Brytania, która 25 grudnia w udowodniła swą miłość do serialu zasiadając w liczbie 12 milionów przed telewizorami, aby obejrzeć świąteczny odcinek serialu, wrzała. Wrzałem również ja, oglądając wywiady, przeglądając strony i słuchając muzyki z serii.

Przyznam, że znam do tej pory tylko trzy wersje Doktora — kreację najwcześniejszą stworzoną przez Williama Hartnella oraz dwie najnowsze Christophera Ecclestona oraz Davida Tennanta. Każda ma swoje plusy, ale jestem zdecydowanym fanem dziesiątego doktora, stworzonego przez Davida. Po tak brawurowej kreacji ciężko mi wyobrazić sobie kogoś innego w tej roli, choć BBC już od jakiegoś czasu (końcówka 4 serii nowych przygód Doktora i najnowszy świąteczny odcinek specjalny) sugerowało zmianę. Wreszcie nadszedł moment, na który czekałem. Ogłoszono nowego aktora.

Jest nim Matt Smith. Młody (najmłodszy z dotychczasowych Doktorów) aktor teatralny, który z wyglądu przypomina mi jednego z redakcyjnych kolegów. Już w pierwszych wywiadach sprawia wrażenie dużo bardziej ekspresyjnego od Davida, który jest mistrzem mimiki. Niestety na poznanie nowej wersji Doktora przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać. Zdjęcia do piątej serii (mowa o nowych przygodach, bo sam serial ma ich dużo więcej) rozpoczną się dopiero latem tego roku, a ich emisja przewidziana jest na rok 2010. Do tego czasu doczekamy się jeszcze czterech odcinków specjalnych Doktora w wersji Davida Tennanta. Przyznam, że już nie mogę się doczekać. Doctor Who to mój ukochany serial — dlatego teraz w wolnych chwilach nadrabiam zaległości oglądając odcinki z lat 60. XX wieku. To kawał historii i jednocześnie przykład świetnego pomysłu, który mimo lat nie został wyczerpany.

wtorek, 09 grudnia 2008
Engarde #2 nadchodzi

Po masakrze na PGA zmieniliśmy wiele. Drugi numer Engarde to całkowicie nowa jakość składu, ale niezmienna jakość tekstów. Poniżej prezentuję okładkę, a osoby zainteresowane szczegółami odsyłam na stronę www.engarde.pl

czwartek, 13 listopada 2008
Pierwszy numer "Engarde" w drukarni

Skończyliśmy i posłaliśmy do druku pierwszy numer nowego miesięcznika o grach konsolowych. Engarde zadebiutuje na rynku 22 listopada podczas Targów PGA w Poznaniu. Będziemy tam obecni ze stoiskiem, paroma grami i rzecz jasna numerem.

Poniżej okładka, a jeszcze niżej spis zawartości. W razie pytań zapraszam na stronę www.engarde.pl

Wstępniak
Przedstawienie redakcji
Newsy
Zapowiedzi
Beta Test Tomb Raider Underworld

RECENZJE

Bioshock
Little Big Planet
SBK'08
Siren Blood Curse
Golden Axe: Beast Rider
Spider-Man:Web of Shadows
Silent Hill: Homecoming
MotorStorm 2: Pacific Rift
FIFA 09
Resistance 2
NBA 2K9
Guitar Hero: World Tour
Lego Batman
Fracture
Quantum of Solace
Fable 2
MotoGP 08
Saints Row 2
Far Cry 2
Gears of War 2
Dead Space
Pro Evolution Soccer
Fallout 3
Crash: Mind Over Mutant
Samba de Amigo
Sushi Academy
Sonic Chronicles: The Dark Brotherhood

Dział on-line:
Major League Gaming
Gears of War 2: Multiplayer
Vigilante 8 Arcade

Komiks:
Bears of War

Firma:
Electronic Arts

Felietony:

Dorota Barańska - ZUIHITSU: Co zjeść w Japonii
Łukasz Orbitowski - W ryj

Testy sprzętu: - Arcade GameStick

Ponadto konkurs na najlepszy poziom do Little Big Planet.

12:39, bakemono , U mnie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 października 2008
Warszawa to Mars, a Kraków Snickers

Ostatnio rzuca mną po całym kraju, jednak głównie do Warszawy. To przerażające miasto jest dodatkowo porażające przez brak jakichkolwiek obwodnic. Trasa samochodem z Krakowa do Warszawy (bez łamania przepisów drogowych) zajmuje średnio 6 godzin, z czego 1,5 spędza się w korkach. Pełznąc w tych ostatnich dokonałem ciekawego spostrzeżenia. Otóż Warszawski korek różni się od korka Krakowskiego.

Ten pierwszy przypomina batonik Mars. Mimo całej beznadziei położenia, masa samochodowa płynie niczym karmel w zgodnym unisono jazgotu silników. Pomału, ale pewnie toczy się do przodu, aby dotrzeć do celu. Taka lepka, płynna masa pełznąca do celu starając się nie mieszać za bardzo z innymi warstwami.

W Krakowie jest inaczej. Dochodzą orzeszki, które wpadają wszędzie i powiększają chaos, zwłaszcza, że maszyna produkująca była wadliwa i czasem w niektórych miejscach jest ich nadmiar. Każdy orzeszek stanowi groźne indywiduum, kombinujące na lewo i prawo, jak dostać się do celu przed innymi. Wyraża indywidualny sprzeciw. On musi być z przodu, musi być pierwszy. Przejazd chodnikiem, rozjechanie dzieci wychodzących z przedszkola, szaleńcze skoki po osiedlowych garbach ograniczających prędkość i wpychanie się z lewa i z prawa.

Jednak mimo wad orzeszków wolę Snickersa niż Marsa. Co nie zmienia faktu, że w poniedziałek jechałem do pracy 1,5 godziny...

P. S. Dzięki za info o zlinkowaniu.

Czy o grach można pisać na poważnie?

Przekonajcie się 22 listopada. Kupcie magazyn ENGARDE www.engarde.pl

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32